Czy cyfrowy ekosystem może kiedykolwiek naprawdę oczyścić się z gatunków inwazyjnych, gdy te zapuszczą już korzenie w glebie? To pytanie, które obecnie prześladuje analityków cyberbezpieczeństwa i samo kierownictwo Telegrama. Przez lata Telegram był „Dzikim Zachodem” świata komunikatorów — miejscem, w którym prywatność była absolutna, a moderacja była duchem. Jednak po głośnym aresztowaniu założyciela Pavla Durova pod koniec 2024 roku i późniejszej reformie polityki prywatności platformy, firma w końcu uderzyła młotem blokad z bezprecedensową siłą.
Według przełomowego nowego raportu Check Point Research, Telegram usunął oszałamiającą liczbę 43,5 miliona kanałów i grup w całym 2025 roku. Aby spojrzeć na to z odpowiedniej perspektywy: to więcej niż cała populacja wielu krajów europejskich. Niemniej jednak, pomimo tych niezwykłych wysiłków na rzecz sanacji platformy, oczekiwany masowy exodus sprawców zagrożeń nigdy nie nastąpił. Zamiast uciekać do dark webu lub konkurencyjnych aplikacji, cyberprzestępcy po prostu okopali się, zaadaptowali i stali się bardziej nieuchwytni.
Kiedy pod koniec 2024 roku po raz pierwszy pojawiła się wiadomość, że Telegram zacznie udostępniać organom ścigania adresy IP i numery telefonów osób naruszających zasady, branża przygotowała się na zmianę. Wielu przewidywało „cyfrową diasporę”, w ramach której hakerzy i oszuści mieliby przenieść się na zdecentralizowane platformy, takie jak Session lub Matrix. Co ciekawe, migracja ta pozostała raczej strużką niż powodzią.
Wczesne dane z KELA z końca 2024 roku sugerowały tę odporność, a najnowsze liczby z 2025 roku to potwierdzają. Sprawcy zagrożeń postrzegają Telegram nie tylko jako narzędzie, ale jako żywy organizm — rynek, na którym bariery wejścia są niskie, a zasięg bezkonkurencyjny. Dla cyberprzestępcy odejście z Telegrama jest jak przeniesienie biznesu detalicznego z tętniącego życiem centrum miasta na odległy górski szczyt. Możesz mieć więcej prywatności, ale tracisz klientów. W rezultacie „standard branżowy” dla nielegalnego handlu pozostaje mocno zakorzeniony w dziele braci Durow.
Jak sieć przestępcza przetrwa czystkę 43 milionów podmiotów? Traktują swoją obecność jako klocki, a nie stałe struktury. W czasie mojej pracy z technologicznymi startupami widziałem, jak odporny może być zdecentralizowany zespół zdalny, gdy ich główne narzędzie komunikacji przestaje działać. Nie przestają pracować; po prostu przełączają się na kanał zapasowy. Cyberprzestępcy przyjęli podobną, zawiłą strategię.
Zamiast masowych, publicznych kanałów, które są łatwym celem dla moderatorów, sprawcy zagrożeń przesunęli się w stronę niuansowych, wielowarstwowych struktur. Obecnie używają botów typu „gatekeeper” do weryfikacji nowych członków, wymagając dowodów wcześniejszej „pracy” lub rekomendacji przed przyznaniem dostępu do prywatnych grup. Innymi słowy, wymienili skalę na dyskrecję. Nie krzyczą już z dachów; szepczą w cieniu prywatnych, szyfrowanych czatów, które są znacznie trudniejsze do wykrycia dla zautomatyzowanych narzędzi moderacji.
Droga Telegrama od sanktuarium stawiającego na prywatność do moderowanej platformy była daleka od spokojnej. Platforma, która obecnie szczyci się ponad 800 milionami aktywnych użytkowników, stoi przed trudnym wyzwaniem. Jeśli moderują zbyt lekko, pozostają pariasem dla globalnych regulatorów; jeśli moderują zbyt mocno, ryzykują zrażenie aktywistów politycznych i sygnalistów, którzy polegają na aplikacji dla bezpieczeństwa w reżimach autorytarnych.
To napięcie jest widoczne w sposobie, w jaki obecnie obsługiwana jest moderacja. Choć usunięcie 43,5 miliona kanałów pokazuje zaangażowanie w czyszczenie ekosystemu, sama skala sugeruje grę w „uderz kreta”. Na każdą usuniętą grupę skrypt może wygenerować dziesięć kolejnych w ciągu kilku sekund. Ta innowacyjna automatyzacja, która czyni Telegram tak użytecznym dla legalnych programistów, jest tą samą funkcją, która sprawia, że pełne oczyszczenie go ze złych aktorów jest niemal niemożliwe.
Często wracam myślami do wczesnych dni zarządzania zdalnymi zespołami w świecie startupów. Zostawaliśmy przy pewnych narzędziach nie dlatego, że były idealne, ale dlatego, że „koszt zmiany” był zbyt wysoki. Dla społeczności zajmującej się cardingiem lub dostawcy złośliwego oprogramowania jako usługi (malware-as-a-service), Telegram oferuje niezwykły zestaw funkcji: potężne API, bezproblemowe udostępnianie plików i wbudowany ekosystem płatności.
W przeciwieństwie do dark webu, który wymaga specjalistycznych przeglądarek i często cierpi z powodu niskich prędkości oraz częstych przestojów, Telegram jest szybki, przyjazny dla urządzeń mobilnych i niezawodny. Dla nowoczesnego cyberprzestępcy, który często działa z wydajnością dyrektora korporacji, doświadczenie użytkownika (UX) Telegrama jest po prostu zbyt dobre, by z niego zrezygnować. Są gotowi zaryzykować okazjonalną blokadę w imię transformacyjnej użyteczności platformy.
Podczas gdy Telegram kontynuuje walkę o zrównoważenie swojej tożsamości, co to oznacza dla przeciętnego użytkownika lub korporacyjnego zespołu ds. bezpieczeństwa? Rzeczywistość jest taka, że Telegram pozostaje środowiskiem wysokiego ryzyka, niezależnie od tego, ile milionów kanałów zostanie usuniętych.
Zaostrzenie kursu przez Telegram było niezbędnym krokiem w stronę legitymizacji, ale udowodniło, że sama technologia nie rozwiąże problemu ludzkiego. Platforma nie jest już tylko aplikacją; to globalna infrastruktura. I jak każda infrastruktura, zawsze będzie używana przez tych, którzy chcą budować, i tych, którzy chcą niszczyć.
W miarę jak wkraczamy w rok 2026, uwaga prawdopodobnie przeniesie się z masowych usuwań na bardziej wyrafinowaną analizę behawioralną opartą na AI. Jednak dopóki „koszt pozostania” nie przeważy nad „korzyścią z zasięgu”, Telegram pozostanie domem cyfrowego podziemia.
Źródła:



Nasze kompleksowe, szyfrowane rozwiązanie do poczty e-mail i przechowywania danych w chmurze zapewnia najpotężniejsze środki bezpiecznej wymiany danych, zapewniając bezpieczeństwo i prywatność danych.
/ Utwórz bezpłatne konto