Młoda kobieta w sztywnym, czarnym poliestrowym todze poprawia biret, podczas gdy pustynny upał Tucson uderza w stadion. Spędziła cztery lata — z czego jeden przed ekranem Zooma podczas pandemii — studiując zawiłe niuanse inżynierii lądowej. Kiedy mówca, tytan ery cyfrowej, staje przy podium, spodziewa się typowych frazesów o „zmienianiu świata”. Zamiast tego, były dyrektor generalny Google, Eric Schmidt, mówi jej, że świat, na który się przygotowała, w rzeczywistości przestaje istnieć. Mówi o rewolucji „większej, szybszej i bardziej brzemiennej w skutki” niż jakakolwiek wcześniej. I wtedy pojawia się ten dźwięk. To nie są uprzejme oklaski zniewolonej publiczności, lecz instynktowny, dysonansowy chóralny pomruk niezadowolenia, który przetacza się przez rocznik absolwentów. W tej ulotnej chwili zbiorowej wokalizacji starannie wypracowana narracja o postępie technologicznym zderza się z surowym, systemowym lękiem pokolenia, które czuje, że jego przyszłość jest wymazywana przez kod, zanim jeszcze na dobre się zaczęła.
Aby zrozumieć buczenie na Uniwersytecie Arizony lub podobne zaczepki pod adresem Glorii Caulfield, dyrektor ds. nieruchomości na Uniwersytecie Środkowej Florydy, musimy spojrzeć poza zwykły młodzieńczy bunt. Z lingwistycznego punktu widzenia „buczenie” jest prymitywnym, pozbawionym niuansów odrzuceniem, jednak tutaj służy jako głęboki znacznik semiotyczny. Jest to odmowa zaakceptowania retoryki nieuchronności. Kiedy Schmidt opisuje zmianę wywołaną przez AI jako coś, co dotknie każdego zawodu i każdej relacji, używa języka zjawisk pogodowych — czegoś potężnego, naturalnego i pozostającego poza ludzką kontrolą. Jednak dla słuchających studentów nie jest to burza, którą trzeba przetrwać; to sprawia wrażenie zaplanowanego postarzania samego siebie.
Na poziomie indywidualnym przejście ze studiów na rynek pracy zawsze było rytuałem przejścia pełnym nerwów. Jednak obecna zmiana jest fundamentalnie inna. Jesteśmy świadkami załamania się „habitusu” — koncepcji propagowanej przez socjologa Pierre'a Bourdieu — w której głęboko zakorzenione umiejętności i dyspozycje nabyte w procesie edukacji nie pasują już do pola, na którym mamy grać. Jeśli dyplom z projektowania graficznego lub studiów prawniczych może zostać zastąpiony przez prompt w kilka sekund, sam fundament tożsamości społecznej młodej osoby zaczyna wydawać się efemeryczny i kruchy.
Patrząc szerzej, język używany przez liderów korporacji do uzasadnienia tej transformacji ujawnia mrożący krew w żyłach dystans. Rozważmy niedawne ogłoszenie Standard Chartered, który planuje redukcję ponad 7 000 miejsc pracy. Kierownictwo banku nie mówiło tylko o cięciu kosztów; mówiło o zastąpieniu „kapitału ludzkiego o niższej wartości” sztuczną inteligencją. To sformułowanie jest stanowiskiem archeologicznym współczesnych wartości korporacyjnych. Etykietując istoty ludzkie jako „kapitał o niższej wartości”, dyskurs przesuwa się z ludzi mających życie, rodziny i historie na zwykłe tarcie w księdze rachunkowej.
Ta semantyczna zmiana jest wszechobecna w sektorze technologicznym. Decyzja Meta o zainstalowaniu oprogramowania śledzącego na komputerach pracowników w celu trenowania modeli AI — przy jednoczesnym planowaniu zwolnienia 10% globalnej siły roboczej — tworzy pasożytniczą dynamikę. Pracownicy są w zasadzie proszeni o kopanie własnych zawodowych grobów, dostarczając danych, które ostatecznie uczynią ich role zbędnymi. W rezultacie miejsce pracy staje się przestrzenią zatomizowaną, gdzie koledzy nie są już członkami zespołu, lecz punktami danych w algorytmicznej próbie optymalizacji. „Wydajność”, o którą toczy się gra, nie dotyczy tylko szybkości; chodzi o usunięcie elementu ludzkiego, który rynek często postrzega jako nieprzewidywalny, drogi i wolny.
Z kulturowego punktu widzenia istnieje fascynujący paradoks w tym, jak pokolenie Z wchodzi w interakcję z tymi narzędziami. Jako cyfrowi tubylcy są najbardziej skłonni do bycia „obytymi z AI”, a jednocześnie najbardziej skłonni do postrzegania tej technologii z przerażeniem. Raport Gallupa z kwietnia 2024 r. podkreśla ten pogłębiający się podział: podczas gdy korzystanie z narzędzi AI, takich jak ChatGPT czy Claude, ustabilizowało się wśród młodych dorosłych, ich negatywne emocje wobec tej technologii nasiliły się. Prawie połowa respondentów z pokolenia Z uważa obecnie, że ryzyko związane z AI przeważa nad korzyściami, co stanowi gwałtowny zwrot w porównaniu z sytuacją sprzed zaledwie roku.
| Metryka (Nastroje Gen Z wobec AI) | Ankieta 2023 (%) | Ankieta 2024 (%) | Przesunięcie trendu |
|---|---|---|---|
| Postrzeganie AI jako pozytyw netto | 28% | 15% | Znaczący spadek |
| Niepokój/Złość z powodu AI | 32% | 49% | Gwałtowny wzrost |
| Postrzeganie AI jako ryzyko osobiste | 35% | 51% | Przekonanie większości |
| Częstotliwość użycia (tygodniowo+) | 42% | 44% | Stabilizacja |
Dane te sugerują, że oswojenie nie rodzi komfortu. W praktyce im częściej młodzi ludzie korzystają z tych narzędzi, tym bardziej dostrzegają naturę „czarnej skrzynki” algorytmów. Widzą halucynowane fakty, mdłą, przetworzoną prozę i sposób, w jaki oprogramowanie naśladuje kreatywność, nie posiadając duszy. Dla pokolenia już borykającego się z izolacją gospodarki uwagi, AI wydaje się kolejną warstwą „gabinetu luster” — cyfrowym echem, które odbija nasze wyniki, ale nie ma głębi ludzkiego połączenia.
Innymi słowy, wchodzimy w fazę tego, co Zygmunt Bauman nazwał „płynną nowoczesnością” na sterydach. W płynnym społeczeństwie żadne formy społeczne — w tym koncepcja „kariery” — nie mogą długo utrzymać swojego kształtu. Wszystko znajduje się w stanie ciągłej zmiany. Historycznie osoba mogła polegać na swojej wiedzy specjalistycznej jako na kotwicy, stabilnym punkcie odniesienia, który zapewniał zarówno bezpieczeństwo ekonomiczne, jak i poczucie celu. Dziś ta kotwica jest wleczona przez szybki prąd cyfrowy.
Za kulisami tego trendu widzimy „archipelag” nowoczesnej siły roboczej. Ludzie żyją i pracują w bliskim sąsiedztwie cyfrowym, a mimo to są coraz bardziej zatomizowani. Kiedy Amazon likwiduje 30 000 stanowisk korporacyjnych lub Block zwalnia prawie połowę personelu, pozostali pracownicy nie czują się tylko szczęściarzami; czują się odizolowani. „Trzecie miejsca” w biurze — automat z wodą, wspólny lunch, nieformalny mentoring — są zastępowane przez oprogramowanie śledzące i metryki wydajności. W tym środowisku buczenie słyszane na ceremoniach rozdania dyplomów jest zbiorowym krzykiem przeciwko fragmentacji ludzkiego doświadczenia.
Jednym z najpotężniejszych narzędzi w arsenale branży technologicznej jest narracja o nieuchronności. Kiedy dyrektorzy tacy jak Eric Schmidt mówią studentom, że ich obawy są „racjonalne”, ale muszą się po prostu „zaadaptować”, wykonują specyficzny rodzaj gry o władzę. Jest to sposób na neutralizację sprzeciwu poprzez sugerowanie, że przyszłość jest wcześniej napisanym scenariuszem. Jednak opór, który obserwujemy — od scenarzystów z Hollywood strajkujących o swoje prawa twórcze po południowokoreańskich producentów samochodów domagających się ochrony miejsc pracy — sugeruje, że scenariusz ten jest wciąż kwestionowany.
Lingwistycznie słowo „adaptacja” jest często używane jako eufemizm dla „akceptowania mniejszej ilości”. W kontekście rewolucji AI często oznacza to akceptację niższych płac, mniejszego bezpieczeństwa pracy i większego nadzoru. Z punktu widzenia społecznego musimy zapytać: jeśli technologia ma służyć ludzkości, dlaczego perspektywa jej wdrożenia wydaje się zagrożeniem dla tak wielu? Rozdźwięk polega na tym, że korzyści z tej rewolucji są obecnie koncentrowane na szczycie piramidy ekonomicznej, podczas gdy zakłócenia są uspołeczniane na całą siłę roboczą.
Ostatecznie buczenie rozbrzmiewające na stadionach uniwersyteckich jest symptomem głęboko zakorzenionego pragnienia innego rodzaju postępu — takiego, który ceni ludzką sprawczość ponad algorytmiczne wyniki. Nawigując po tym zmieniającym się krajobrazie, warto zastanowić się, co sprawia, że nasz wkład jest wyjątkowy i odporny.
Rewolucja AI rzeczywiście nadeszła, ale jej ostateczna forma nie jest jeszcze wyryta w kamieniu. Dźwięki niezadowolenia, które słyszymy, to nie tylko hałas; to istotne przypomnienie, że przyszłość jest czymś, co budujemy, a nie czymś, co po prostu nam się przydarza. Patrząc przez pryzmat socjologii i filologii, widzimy, że za każdym algorytmem stoi ludzki wybór. Nadszedł czas, abyśmy zaczęli dokonywać tych wyborów z większą empatią, a mniejszą „wydajnością”.
Źródła:



Nasze kompleksowe, szyfrowane rozwiązanie do poczty e-mail i przechowywania danych w chmurze zapewnia najpotężniejsze środki bezpiecznej wymiany danych, zapewniając bezpieczeństwo i prywatność danych.
/ Utwórz bezpłatne konto