Przez dziesięciolecia historia Volkswagena była historią ekspansji. Od momentu, gdy pierwszy Garbus zjechał z linii montażowej, niemiecki gigant kierował się prostą logiką: budować więcej samochodów, kupować więcej marek i zajmować każdą możliwą niszę na rynku. Strategia ta przekształciła firmę w globalnego kolosa z tuzinem marek i zapleczem produkcyjnym obejmującym całą planetę. Jednak logika, która zbudowała to imperium, jest teraz tym samym czynnikiem, który zagraża jego przetrwaniu.
Patrząc na szerszy obraz, świat motoryzacji nie jest już grą o czysty wolumen. Firma odwraca teraz swoją historyczną trajektorię. W ruchu, który oznacza koniec 89-letniej passy wzrostu, Volkswagen redukuje swoją ofertę modeli o połowę i zmniejsza moce produkcyjne o miliony jednostek. Jest to fundamentalny odwrót. Za żargonem restrukturyzacji wydajności i usprawniania portfolio kryje się firma, która zdała sobie sprawę, że urosła zbyt mocno dla własnego dobra w świecie zdominowanym przez oprogramowanie i bariery handlowe.
Aby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, musimy spojrzeć na liczby, które definiowały starego Volkswagena. Przed pandemią grupa miała zdolność produkcyjną na poziomie 12 milionów pojazdów rocznie. Była to potężna maszyna przemysłowa zaprojektowana dla świata otwartego handlu i nieskończonego popytu. Ten świat odszedł w zapomnienie. Dziś firma ogranicza te moce do dziewięciu milionów pojazdów. Już teraz zredukowała zdolności produkcyjne o dwa miliony jednostek. Ta zmiana nie jest chwilowym spadkiem. To trwałe zmniejszenie skali działalności.
Historycznie Volkswagen wykorzystywał swoją ogromną skalę, by miażdżyć konkurencję. Dzięki dzieleniu części między markami takimi jak Seat, Skoda i Audi, oszczędzał pieniądze. Jednak ta skala stała się pułapką. Posiadanie zbyt wielu modeli oznaczało, że firma konkurowała sama ze sobą. Klient mógł wejść do salonu i mieć trudności z wyborem między trzema różnymi SUV-ami, które w zasadzie były tym samym samochodem z różnymi emblematami. Ta złożoność wygenerowała górę kosztów. Każdy model wymagał własnego marketingu, własnego łańcucha dostaw części zamiennych i własnych testów regulacyjnych.
Patrząc z dystansu, globalne otoczenie rynkowe jest teraz wrogie wobec tego starego sposobu pracy. Nowe cła na europejskie samochody w Chinach oraz agresywna konkurencja ze strony tanich producentów sprawiły, że gra wolumenowa stała się przegraną bitwą. Firma decyduje się teraz być mniejsza, ale bardziej rentowna. To taktyka przetrwania. Koncentrując się na segmentach, w których ludzie wydają najwięcej pieniędzy, Volkswagen ma nadzieję sfinansować kosztowne przejście na napęd elektryczny.
Dla przeciętnego użytkownika najbardziej widoczną zmianą będzie znacznie krótsze menu samochodów. Plan redukcji gamy modeli o 50 procent oznacza, że dziesiątki znanych nazw po prostu znikną. Jeśli samochód nie generuje zdrowego zysku, nie ma dla niego miejsca w nowej ofercie. Oznacza to prawdopodobnie koniec eksperymentalnych samochodów niszowych i małych, niskomarżowych hatchbacków, które niegdyś były kręgosłupem marki.
Złożoność również jest celem ataku. Volkswagen zamierza zredukować opcje wyposażenia o nawet 75 procent. W przeszłości kupowanie niemieckiego samochodu było ćwiczeniem z wyboru między pięćdziesięcioma odcieniami szarej tapicerki a dziesięcioma różnymi wzorami felg. Ta personalizacja była powodem do dumy dla marki, ale koszmarem dla fabryki. Każda unikalna kombinacja części dodawała czas i ryzyko błędu na linii montażowej.
W codziennym życiu oznacza to, że proces zakupu auta zacznie bardziej przypominać kupowanie smartfona lub Tesli. Możesz mieć do wyboru trzy poziomy wykończenia i cztery kolory. To uproszczone podejście zmniejsza liczbę unikalnych części, które firma musi utrzymywać w magazynie. Sprawia również, że proces produkcji staje się bardziej odporny. Gdy łańcuch dostaw dla konkretnego typu podgrzewacza foteli zostaje przerwany, nie zatrzymuje to już produkcji w całej fabryce, ponieważ wszyscy używają tych samych podstawowych komponentów.
Przemysł ciężki jest niewidzialnym kręgosłupem nowoczesnego życia, a dla Niemiec Volkswagen jest najsilniejszym kręgiem w tym kręgosłupie. To sprawia, że ostatnie wiadomości o zamknięciach fabryk są szczególnie szokujące. Firma rzekomo planuje redukcję 100 000 miejsc pracy, co stanowi około 15 procent jej globalnej siły roboczej. Wiele z tych cięć nastąpi w Niemczech – kraju, w którym przemysł samochodowy i państwo są ze sobą głęboko powiązane.
Przez lata zamknięcie fabryki Volkswagena w Niemczech uważano za niemożliwe. W skład zarządu firmy wchodzą przedstawiciele związków zawodowych i rządu krajowego Dolnej Saksonii, co tworzy system zaprojektowany w celu ochrony miejsc pracy za wszelką cenę. Jednak obecna presja ekonomiczna zerwała ten konsensus. Niemiecki związek zawodowy metalowców, IG Metall, zorganizował już masowe protesty w 18 lokalizacjach. Postrzegają oni te cięcia jako zdradę kontraktu społecznego, który zbudował niemiecką gospodarkę.
Praktycznie rzecz biorąc, firma nie ma wyboru. Budowa samochodu w Niemczech kosztuje znacznie więcej niż w Chinach czy Europie Wschodniej. Wysokie koszty energii i starzejąca się infrastruktura sprawiły, że niemieckie fabryki stały się mniej konkurencyjne. Zamykając nierentowne zakłady, Volkswagen stara się chronić pozostałe operacje. To systemowa zmiana. Firma nie jest już agencją zatrudnienia, która przy okazji produkuje samochody. Staje się smukłym podmiotem technologicznym, który przedkłada bilans finansowy nad tradycję przemysłową.
Jedna z najbardziej złożonych części tej restrukturyzacji dotyczy rzeczy, których nie widać. Volkswagen łączy swoje działy oprogramowania, platform i architektury elektronicznej. Pod maską nowoczesne samochody to w zasadzie komputery na kołach, ale Volkswagen miał trudności z napisaniem kodu, który sprawiłby, że te komputery będą działać sprawnie.
Wcześniej różne marki w grupie często opracowywały własne systemy oprogramowania. Tworzyło to technologiczne struktury równoległe, w których dwa zespoły rozwiązywały ten sam problem w tym samym czasie. Było to marnotrawstwo zasobów. Poprzez fuzję tych działów firma dąży do stworzenia jednego cyfrowego mózgu dla wszystkich swoich samochodów – od najtańszego hatchbacka po najdroższy luksusowy sedan.
Ten ruch ma na celu odblokowanie synergii. Jeśli oprogramowanie systemu informacyjno-rozrywkowego jest takie samo w 20 różnych modelach, firma musi naprawić błąd tylko raz. Pozwala to również na szybsze aktualizacje. W przeszłości aktualizacja oprogramowania samochodu często wymagała wizyty u dealera. Nowa architektura jest zaprojektowana pod kątem aktualizacji bezprzewodowych (over-the-air), podobnie jak w telefonie. To fundamentalna zmiana dla firmy, która spędziła 80 lat na doskonaleniu metalu, a dopiero ostatnie dziesięć na martwieniu się o piksele.
Jeśli planujesz kupić Volkswagena w ciągu najbliższych kilku lat, doświadczenie będzie inne. Sedno sprawy jest takie, że samochody prawdopodobnie będą droższe. W miarę jak firma porzuca niskomarżową grę wolumenową, będzie skłaniać się ku rynkowi premium. Zobaczysz mniej podstawowych modeli, a więcej wysokiej klasy SUV-ów.
Od strony rynkowej wybory będą prostsze. Choć utrata możliwości personalizacji może irytować niektórych entuzjastów, powinna ona prowadzić do lepszej jakości wykonania. Gdy fabryka buduje 500 000 identycznych samochodów zamiast 500 000 unikalnych, staje się bardzo biegła w tym jednym konkretnym projekcie. Redukuje to wady i poprawia niezawodność. Zasadniczo wymieniasz szeroki wybór na spójność.
Z punktu widzenia konsumenta, wrażenia z obsługi oprogramowania również powinny się poprawić. Poprzednie próby VW w zakresie cyfrowych interfejsów były często krytykowane za powolność i błędy. Koncentrując cały talent inżynieryjny na jednej platformie, firma w końcu traktuje oprogramowanie z taką samą powagą, jak pojemność silnika. Twój następny samochód będzie wydawał się bardziej intuicyjny, ponieważ ludzie, którzy go zbudowali, przestali próbować wymyślać koło na nowo dla każdego modelu.
Ostatecznie Volkswagen próbuje przeprowadzić kontrolowaną rozbiórkę swojego dawnego „ja”, aby zbudować coś, co przetrwa lata 30. XXI wieku. Era wszechogarniającego giganta przemysłowego przemija. Na jej miejsce pojawia się bardziej zdecentralizowana, zwinna firma, która ceni marże zysku bardziej niż trofea produkcyjne. Ta transformacja jest bolesna. Wiąże się z utratą miejsc pracy, zamykaniem fabryk i znikaniem legendarnych modeli samochodów.
Dla użytkownika jest to przypomnienie, że nawet najsilniejsze instytucje podlegają cyklicznej naturze technologii i handlu. Samochód na Twoim podjeździe nie jest już tylko kawałkiem sprzętu. Jest węzłem w globalnej sieci cyfrowej. Decyzja Volkswagena o zmniejszeniu skali to uznanie faktu, że nie można wygrać przyszłości, trzymając się przeszłości. Zaobserwuj, jak Twoje własne nawyki cyfrowe zmieniły się z posiadania fizycznych nośników na korzystanie z usług strumieniowych. Branża motoryzacyjna przechodzi tę samą transformację. Przenosi się ze świata fizycznej obfitości do świata cyfrowej wydajności. Choć Volkswagen jutra będzie mniejszy, firma stawia na to, że będzie wystarczająco odporny, by pozostać na drodze przez kolejne stulecie.
Źródła:
Volkswagen Group Newsroom, Executive Board Statement on Efficiency Programs.
IG Metall Union Press Release on Wolfsburg Demonstrations.
Federal Ministry for Economic Affairs and Climate Action, German Automotive Industry Report.
Association of the Automotive Industry (VDA) Market Data.



Nasze kompleksowe, szyfrowane rozwiązanie do poczty e-mail i przechowywania danych w chmurze zapewnia najpotężniejsze środki bezpiecznej wymiany danych, zapewniając bezpieczeństwo i prywatność danych.
/ Utwórz bezpłatne konto